Posted by on Lipiec 30, 2016

Wczorajsze niesamowity koncert flamenco (Aniela Mikucka – śpiew, Jakub Wagner – gitara, Luiza Romanowska i Youmiko La Paloma – taniec) w Stacji Orunia przyniósł mi kilka refleksji dotyczących kultury fotografowania.

Piękne, elektryzujące energią dźwięki gitary flamenco, śpiew ukazujący uczucia i taniec tak ekspresyjny, że ciało samo pragnie zatańczyć. To wszystko mówi do ciebie: „uwolnij energię, tańcz, czuj się piękna, kochaj swoje emocje”.
Aparat pomaga zatrzymać chwile. Podkreśla to, co się czuję. Niesamowite uczucie.

A tu nagle, w ciemności dostajesz lampą między oczy. Jeden raz. Drugi. Trzeci… I tak prawie cały koncert aż do momentu, gdy rzeczony fotograf zostaje wyproszony ostatecznie przez organizatorów, po tym jak nie reagował na liczne prośby widzów.
Czy w ciemnych salach koncertowych nie ma możliwości zapisania na fotografiach tego, co widzimy bez zastosowania flesha bez osłony i na dużą moc?

Można.

W dzisiejszych czasach profesjonalny sprzęt zapewnia dobrą jakość fotografii w stosunku do użytego wysokiego ISO. Większość z tych, którzy fotografują z pasją i/lub zawodowo posiada również jasne obiektywy. Do tego silne ręce i stabilna postawa z podparciem i będzie cudnie:)
Zyskujemy dodatkowy plus: piękne cienie, gradienty, wrażenie głębi i ruchu.
Zyskujemy też czasami podziękowania fotografowanych osób. Kiedyś po ślubie kuzynki usłyszałam „Kasiu, dziękujemy, że fotografowałaś tak dyskretnie. Piękne zdjęcia”.
Drugie pytanie, czy wyskakując z aparatem liczysz się Ty i tylko Ty?
A może jednak warto wziąć pod uwagę innych współoglądających, artystów, fotografów. Od jednego czy 10 błysków nikt nie umrze, ale od jednego błysku na minutę, to już można w ludziach obudzić lwa.

Czy warto wyłączyć lampę? Oceńcie sami

Noc Andaluzyjska - flamenco
« 1 z 2 »

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz