Posted by on Listopad 18, 2016

Po kilkugodzinnej podróży wynurza się z oceanu jak mistyczny stwór. Samolot łukiem podchodzi do lądowania na lotnisku wspartym na betonowych kolumnach. Wysiadasz i czujesz ciepły wiatr i słońce.
Madera (‚zalesiona wyspa’) jest niewielka – 57/22 km. Leży w archipelagu wysp. Mieści jednak w sobie tak wiele niespodzianek dla fotografa, że na pewno zabraknie Ci czasu, aby ją całą poznać tak, jakbyś pragnął. KatarzynaMaczyszynMadera

Listopad, to początek pory deszczowej, o czym przekonałyśmy się na własnej skórze. Tu słowo „padać” nabiera nowego znaczenia;) Deszcz   z gór gna głębokimi kanałami, studzienki stają się fontannami, ulice rwącymi strumieniami, a tęcza zdarza się często i „wyrasta” prosto       z oceanu.
Madera należy do Portugalii. Została odkryta przez Bartolomeu Perestrelo w 1814 roku. Wyspę  zaludniono w XV w. Jest ona wulkanicznym tworem. W przeciwieństwie do pozostałych wysp w tym rejonie, porasta ją bujna i wiecznie zielona roślinność. Zwierząt nie spotykałyśmy wiele. Żyją tu tylko te, które znalazły drogę przez ocean, albo zostały przywiezione przez ludzi. Ptaki widziałyśmy w górach i przy ścieżkach wzdłuż lewad (lewady – kanały irygacyjne na Maderze). Były tak ufne, że całymi grupami podlatywały i skakały po zielonych skalnych ścianach zaraz obok nas. Nie ma drapieżników, nie ma strachu. Wg naszego przewodnika największe „dzikie” zwierzę, to królik. Na początku to bardzo zaskakuje, gdy porównasz z naszym rozśpiewanym lasem i rozbrzęczaną laką. Wśród skał i kamieni na każdym kroku spotkamy wszędobylskie jaszczurki wygrzewające się w promieniach słońca.
Fotografa kraina ta dopieści i zafascynuje.
Na tym małym skrawku lądu spotka wzburzony ocean, skaliste, wysokie klify, fale rozbijające się o brzeg, żywopłoty pełne kwiatów (hibiskusów, bugenwilli), połacie kaktusów, opuncji, drzewek wyglądających jak bonsai, palmy, gigantyczne trzciny dwa razy wyższe od człowieka, miasteczka i wysokie, zielone góry (najwyższy szczyt Pico Ruivo 1862 m.n.p.m) poprzecinane ścieżkami i wąskimi kanałami – lewady. Znajdzie tam baseny wulkaniczne, jeziora, wodospady (po deszczu ich liczba wzrasta;)), chmury u stop i mgły dookoła, przepaście, ruiny domów, wąskie drogi i uśmiechniętych ludzi.KatarzynaMaczyszynMadera

Nas Madera przywitała słońcem i kwiatami. Prosto z hotelu poszłyśmy na tarasy zbudowane na skałach nad oceanem. Potem przyszła pora na pierwszy spacer do miasteczka i świadomość, że na tej wyspie wszędzie jest pod górę;-)
Po fotografowaniu oceanu, ukrytych zatoczek i kamienistych plaż w dzień i w nocy, odwiedziłyśmy stolicę wyspy – Funchal. KatarzynaMaczyszynMaderaNajciekawsza dla mnie była jedna z uliczek, na której prawie wszystkie drzwi domów zostały pomalowane w ozdobne obrazy. Miasto nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Po zwiedzaniu 1,5 roku temu z aparatem Sybilli (Siubiu, Rumunia), te uliczki nie potrafiły mnie zaczarować. To, co zrobiło wrażenie, to podróż autobusem miejskim na górne obrzeża miasta do ogrodu botanicznego. Jak się zobaczy ciężarówkę i autobus mijające się na zakręcie wąskiej drogi, przy zastawionym lewym pasie i stromej skarpie po prawej, to jest co zapamiętać.
Najbardziej czekałyśmy na to, aby poznać góry i urok lewad. Cóż za zawód, gdy wysiadając z busa zobaczyłyśmy tylko chmury i strugi deszczu w jesiennej temperaturze rodem z Polski. Słoneczna Madera? Wieczna wiosna? No dobrze. Nie należy się poddawać.
Duża cześć uczestników wycieczki zrezygnowała, w nas jednak dusza odkrywcy wygrała mimo mokrych (w ciągu 10 min) ubrań i górskich butów, szczękających z zimna zębów. W końcu 6 dni to krótko i nie ma na co czekać. Okazało się, że mino niepogody, warto było zawalczyć. Lewady i lasy wawrzynowe są niesamowicie klimatyczne. Z gałęzi zwieszają się porosty, a woda wartko płynie w kanałach doprowadzających, zbudowanych przez człowieka. TymKatarzynaMaczyszynMadera razem jednak równie wartko płynęła na nas z góry. Duża cześć drogi to wąskie, kamienne ścieżki wijące się wśród zieleni, mostki, wodospady, których szczyty ginęły w chmurach. Wokoło zieleń i szum wody. Żyłka fotografa nie pozwoliła mi pozostawić aparatu bezpiecznie w suchym plecaku. Oczywiście każdy fotograf wie, jak uchronić swoja miłość przed deszczem mimo mokrej całej reszty ekwipunku. Nie wybaczyłabym sobie jednak, gdybym nie zaryzykowała zmoczenia.
Koniec naszej wypraKatarzynaMaczyszynMaderawy prowadził przez 1,5 km ciemny i zalany po kostki tunel skalny, a potem przez spalony (podpalony przez człowieka) las. Drzewa po kilku miesiącach zaczęły walczyć ze zniszczeniem, wszechobecną czernią i smutkiem. Z czarnych, spalonych pni powybijały zielone gałązki wyglądające z daleka jak pnącza. U stóp drzew odrosły paprocie. Chmury i mgła dodały niesamowitego nastroju. Choć byłam tak kompletnie przemoczona i zmęczona, nie żałowałam tej wyprawy. Ciepły samochód był wybawieniem.
W drodze powrotnej nasz przewodnik i kierowca rozbawił mnie do łez. W pewnym momencie bardzo przejęty powiedział, że za chwilę, jak wyjedziemy z tunelu, po prawej w dole zobaczymy coś niezwykłego. Tym czymś okazała się być mała, piaszczysta plaża, najprawdopodobniej usypana sztucznie, gdyż piasek na brzegu oceanu na Maderze to coś wyjątkowego (niech nie zmylą Was rozdawane w hotelach za darmo pocztówki z piaszczystą plażą i tytułem Złota Madera i Podziel się z bliskimi). Na mnie wrażenie zrobiły błotniste i wyrazie odcięte od reszty wody fale oceanu. Po ulewie w wysokich partiach gór kaskady błota i wody spływają do oceanu. Woda w nim jest dużo gęstsza z powodu zasolenia i nie miesza się tak szybko. Z góry wygląda to jak brązowa plama przy brzegu. Z dołu jak przelewające się błoto.
W czasie naszego pobytu odkryłyśmy najbardziej kojący dźwięk tej wyspy – grzechot niewielkich obłych kamieni (fragmentów zastygłej lawy) toczonych przez fale. Grzechot, szum wody w ciszy wieczornych i nocnych godzin zafascynował mnie. Brakuje mi tego, gdy teraz w mojej sypialni cisza gra w uszach.
Drugie podejście do wyprawy na najwyższy szczyt Madery zrobiliśmy razem z nowo poznanymi znajomymi z Bieszczad (swój swego nawet tam rozpozna, gdy podejście do świata podobne) 2 dni po deszczowych lewadach. Mimo wielkich chęci, ze ścieżki musieliśmy zawrócić po kilkudziesięciu minutach. Bliskość chmur, kamienista ścieżka i tamtejsi myśliwi z psami wśród kamieni i krzewów robiły niesamowite wrażenie – dlKatarzynaMaczyszynMaderaa mnie trochę jak kadr z Hobbita. Tego dnia ten, kto ma lek wysokości, czułby się tam wyjątkowo dobrze;) Jeszcze tu kiedyś wrócimy, żeby odkryć góry w pogodnej, porannej scenerii. Podobno wtedy można stanąć na szczycie i w dole pod stopami zobaczyć ocean chmur skąpany w złotym wschodzącym słońcu. Tym razem pozostało wziąć drugą pocztówkę z recepcji hotelu i zabrać kolejne marzenie fotograficzne na przyszłość.
W drodze powrotnej do hotelu zostałam nagrodzona niesamowitymi widokami, ukwieconym, różowym drzewem przy ruinach domu na wzgórzu, promieniami słońca w głębokiej dolinie, chmurami wśród ostrych, skalistych, ale zielonych szczytów. Każdy zakręt wąskiej drogi odkrywał przed nami nowe niespodzianki.
To był udany dzień.

Madera to też dobre jedzenie szczególnie tutejsze płaskie, okrągłe chlebki, banany, ciekawe owoce w kształcie szyszek i owocowe trunki – podobno „po pierwszym łatwiej się wraca do domu, po drugim się nie wraca”, niezbyt ładne, ale smaczne czarne ryby (spotykana tylko tu espada wygląda niezachęcająco, ale wg mnie smakuje jak nasz dorsz), oryginalne i bardzo estetyczne przedmioty wykonane z korka, małe kafejki i restauracyjki, obiady przy szumie oceanu np. u wesołego Rosjanina w Canico, który żartował za każdym razem, gdy odmawiałam drinka do obiadu, rozmowy z uśmiechniętymi ludźmi.

Ciężko jest wracać do domu i nie jedna osoba przylatuje tu kolejny raz. Poznałam parę z Bostonu, która wraca tam od 20 lat.
My też wrócimy któregoś dnia (choć mówię to za każdym razem, gdy coś mnie zauroczy), aby odkryć więcej tajemnic tej malej plamki zieleni na wielkim błękitnym oceanie.


« 1 z 2 »

Zapisz

Zapisz

Zapisz